Hu! Hu! Ha! Nasza zima zła!
Szczypie w nosy, szczypie w uszy
Mroźnym śniegiem w oczy prószy,
Wichrem w polu gna!
Nasza zima zła!
Maria Konopnicka, „Zła zima”
Styczeń w tym roku coś jest u nas taki skulony w sobie i rozprostować się nie ma siły. Szczęśliwcy i spryciarze przedłużali sobie wolne po nowym roku aż do Trzech Króli, a niektórzy nawet chwilę dłużej. Jedna ze znajomych zabrała córki na wypoczynek do cieplejszych krajów, miała wrócić na dwa dni szkolne tuż przed feriami, a potem wyjazd na ferie, tydzień białej szkoły – i już mamy nowy semestr. Styczeń im minie, jak z bicza strzelił. Inni, może mniej zapobiegliwi lub bardziej oszczędni, do pracy i szkoły ruszają dzielnie. Ale ile oni tej szkoły mają – raptem niecałe dwa tygodnie, a potem ferie! Śnieg! Sanki! A przynajmniej według ostatnich zapowiedzi – mróz i ślizgawica. Na przemian z mrozem i zamieciami. Zupełnie, jak nie zimą. No bo kto to słyszał, by w zimie był mróz i padał śnieg… Ostatnio w jednym z artykułów przedstawiających prognozy na kolejne styczniowe dni pojawiło się zdanie „Wiosny jeszcze nie zobaczymy w najbliższym czasie”. No, to prawdziwe zaskoczenie. Zima zimą!
Zatem styczeń się skulił w sobie i ma trwać prawie tak krótko jak luty, a może i jeszcze ciut krócej. Ludzie też się kulą w drodze do pracy, bo tak zimnawo się zrobiło. A nawet jak przyszły odrobinę cieplejsze chwile, to dla odmiany opad deszczu, zwały śniegu oraz lodu na uliczkach i chodnikach powodują, że wszyscy kulimy się na myśl o konsekwencjach ewentualnych upadków. Nie dalej jak dziś czytałam o pewnym pieszym, który na kolanach opuszczał jezdnię, bo było tak ślisko, że w sposób bardziej naturalny po prostu nie dał rady.
W Alpach w styczniu śniegu nie leżało za dużo.
Na początku roku w Austrii wcale tak dużo śniegu nie było, przynajmniej w Osttirolu. Śnieg na trasach narciarskich owszem leżał, choć w dużym stopniu sztuczny. Temperatury niezłe – nawet do minus 15 stopni w dzień. Ale zbocza i choinki łyse, trochę takie smutne i bardziej wiosenne niż zimowe. W Polsce początek stycznia sypnął śniegiem na tyle, że za oknami zrobiło się biało, a w niektórych miejscach okolicę i samochody zasypało całkiem solidnie. Potem front z marznącym deszczem pokrył nawierzchnię cienką warstwą lodu. Ludzie jakoś sobie muszą radzić. Niektórzy wyciągają narty biegowe i ruszają w drogę. Inni ostrożnie szukają bardziej suchych fragmentów chodnika. Znów witamy awarie ogrzewania i pękające na mrozie rury. Samochody ślizgające się na skrzyżowaniach i wykopujące się z miejsc parkingowych. Ci co mogą cieszą się z zimy, inni czekają na wiosnę. To już nie tak daleko, jeszcze tylko luty, a w marcu…
My się zimy nie boimy. Przynajmniej nie za bardzo…
Agnieszka Borowiecka
styczeń 2026