Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies, w zakresie wynikającym z konfiguracji Twojej przeglądarki. Zawsze możesz zmienić te ustawienia. Poznaj szczegóły.

    Informator o działalności OEIiZK   Subskrybuj kanał OEIiZK w YouTube   Newsletter   Platforma e-learningowa   Zapisy na szkolenia   Biuletyn Informacji Publicznej

Góry, moje góry - felieton sierpniowy

felieton
Alpy
najwyższy łańcuch górski Europy,
od wybrzeża Morza Śródziemnego
po dolinę Dunaju.

 

Koleżanka w pracy zapytała mnie niedawno, dokąd się wybieram na wakacje. W góry - odpowiedziałam - jak co roku. Bliscy znajomi już rozumieją, co to znaczy. Jak jadę na wycieczki w Polsce to informuję, że jadę w Bieszczady, do Zakopanego, pochodzić po Sudetach czy Beskidach. W góry znaczy zawsze - Alpy. Paręnaście lat temu powiedziałabym, że to jakaś kara zabierać mnie w góry, a teraz nie mogę się po prostu doczekać wakacji. Nad morze też się mogę wybrać, ale co góry, to góry.

Gdyby ktoś się mnie zapytał, jakie słowo najbardziej mi się kojarzy z górami, to użyłabym niemieckiego Überraschung – niespodzianka. Góry są piękne, ale i groźne, a czasem wręcz przerażające. Jak wtedy, gdy idziesz granią, a za plecami zrobi się nagle ciemno i słychać ponure pomruki kojarzące się nieodparcie ze spadającą lawiną kamieni. Kamienne lawiny też się oczywiście zdarzają, w tym roku zamknęli mi jeden ze szlaków, właśnie z powodu spadających po burzy kamieni. Była to prawdziwa niespodzianka, bo na spacerze tą akurat doliną bardzo mi zależało, z powodu granatów, które można znaleźć w płynącym nią potoku. Sama znalazłam dwa kilka lat temu.

Góry w chmurach  Śnieg na szczytach

Górskich niespodzianek było w tym roku bez liku. Świstak wychylający się zza pobliskiej skałki i przyglądający mi się uważnie. Mała żabka, która omal nie przyprawiła mnie o zawał wyskakując znienacka spod nóg – zdjęcia jej nie zrobiłam, zbyt byłam zajęta sprawdzaniem, czy jeszcze żyję. Piękna młoda żmija leżąca z boku ścieżki pod kamienną ścianą. Ją uwieczniłam, chwilę po tym jak oddaliłam się błyskawicznie o mniej więcej trzy metry od miejsca, w którym ją zauważyłam. Kwiaty różowe, fioletowe, niebieskie i granatowe, białe, żółte, pomarańczowe, a nawet zielonkawe. I te maleńkie o średnicy 2 milimetrów, i te większe, kilkucentymetrowe. Rosnące na łące i przy potoku, a czasem z wąskiej szczelinki w skale.

Świstak   Żmija

Niespodzianki bardziej cywilizacyjne. W autobusie jadącym pod lodowiec okazał się być bezprzewodowy bezpłatny internet, działający lepiej niż na kwaterze. Po wdrapaniu się na 3016 metrów (zgodnie z poleceniem mojego męża, że może by tak jakiś szczyt zdobyć) w telefonie o dziwo okazał się być pełny zasięg, a sygnał podczas rozmowy był tak czysty, że dawno takiego w mieście nie słyszałam. Przyrząd do pomiaru wysokości działał przez cały czas, zaskakując mnie wieczorem informacją o przebytej różnicy poziomów. Co prawda nogi o niej dobrze wiedziały, ale głowie nie chciało się uwierzyć.

Storczyk z motylem   Śnieg na barierce

Góry, moje góry. Zaskakiwały rozpiętością temperatur od 32 do minus 5 stopni. Mimo, że dwa razy usiłowały mnie do siebie zniechęcić – raz, gdy po przejściu 26 kilometrów prawie płakałam nad rozpaczliwie bolącymi stopami i drugi, gdy przemoczona do suchej nitki uciekałam zmarznięta przed burzą, to nadal je kocham i myślę o tym, kiedy będę mogła do nich wrócić.

 

Czy ktoś może wie, jaki jest górny zasięg występowania krów w Alpach?
Moim zdaniem co najmniej 3000 m n.p.m.

Agnieszka Borowiecka
sierpień 2017

Kontakt

OEIiZK w Warszawie

ul. Raszyńska 8/10
02-026 Warszawa
telefon: 22 579-41-00
fax: 22 579-41-70

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


więcej...

APN