Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie cookies, w zakresie wynikającym z konfiguracji Twojej przeglądarki. Zawsze możesz zmienić te ustawienia. Poznaj szczegóły.

    Informator o działalności OEIiZK   Subskrybuj kanał OEIiZK w YouTube   Newsletter   Platforma e-learningowa   Zapisy na szkolenia   Biuletyn Informacji Publicznej

Wakacyjne dywagacje językowe - felieton lipcowy

felieton

 
Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa
J. Słowacki, Beniowski

Słowa, słowa, słowa, słowa.
S. Wyspiański, Wesele

Ostatnio dochodzę do wniosku, że język polski staje się dla mnie coraz bardziej językiem obcym. I chyba nie jestem w tym odczuciu odosobniona. Nie mam przy tym na myśli zapożyczeń z innych języków, które weszły na stałe do mowy codziennej. Ani tak zwanej korpo-mowy, obecnej wśród pracowników różnych firm. Chodzi mi raczej o rozumienie znaczenia używanych przez nas słów. No dobrze, język się zmienia, w wielu przypadkach również upraszcza. Słyszałam swego czasu o propozycjach zmiany ortografii polskiej. Bo na przykład po co nam zet z kropką i rz, o z kreską i u, samo h i ch. Kiedyś, co jeszcze można usłyszeć oglądając te naprawdę stare filmy, aktorzy wymawiali to inaczej. Teraz budzi to rozpacz kolejnych pokoleń uczniów z dysleksją, dysgrafią i innymi dys…, które są dziś tak bardzo popularne w szkołach. A że po uproszczeniu pisowni nie będzie już problemu, jaki miał swego czasu nasz daleki kuzyn (wyjechał z Polski jako 7-letnie dziecko) pisząc email z roztrząsaniem morze byśmy się wybrali wspólnie nad może… Może się to tak pisze, a morze nie, ale nie jestem pewien (pisownia oryginalna), to już inna para kaloszy.

Ale nie do końca o to mi chodziło. Raczej o nadużywanie w wypowiedziach górnolotnie brzmiących sformułowań, których ani publiczność, ani sam autor wypowiedzi chyba do końca nie rozumie. O spór na temat czy zwierzę może umrzeć, czy mgła ogranicza widoczność – czy widzialność. Czy dopóki dzban wodę nosi, dopóty mu się ucho nie urwie. Już nie wspomnę o tym, że książki naszych wieszczów są przepisywane od nowa, bo współczesny uczeń nie rozumie większości tekstu. Moja mama wspominała, że czytając lektury szkolne wnukom, po prawie każdym zdaniu musiała robić przerwę na wyjaśnienia „co autor miał na myśli”. I pomyśleć, że ja nie miałam takiego problemu. Czyżbym już była aż tak stara?

A z mojego obecnego podwórka. Jak wszyscy wiemy programowanie w szkole jest teraz na topie. I na każdym etapie edukacyjnym. Czytałam różne ulotki reklamujące pomoce dydaktyczne wspomagające naukę programowania. Część z nich jest „googlowym” tłumaczeniem z języka lengłydż, jak mówi jeden ze znajomych. Nauczysz się programować i kodować. Świetne narzędzie do nauki kodowania. Z nami kodowanie jest proste.

Zaczęłam się zastanawiać: Czy uczymy programowania, czy kodowania? Kto jest ważniejszy – programista czy koder? Koduj z klasą, czy programowanie od najmłodszych lat? A może to to samo?

Pomyśl, zanim powiesz. A najlepiej sprawdź w słowniku.

Agnieszka Borowiecka
lipiec 2017

Kontakt

OEIiZK w Warszawie

ul. Raszyńska 8/10
02-026 Warszawa
telefon: 22 579-41-00
fax: 22 579-41-70

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


więcej...

APN